Nowy koń = nowy start

Październik był dla mnie zdecydowanie wyjątkowym miesiącem, zarówno najlepszym w moim życiu jak i najgorszym.

27 października przyjechał do mnie mój własny, długo oczekiwany przeze mnie koń :) Little Kemm’a pewnie większość z Was może kojarzyć z zawodów. Koń bowiem startował w zawodach zarówno tych regionalnych jak i reprezentował Polskę w kadrze narodowej. Dla mnie posiadanie takiego konia jak Kemm to otworzenie zupełnie dla mnie nowych, szerokich możliwości.

Kemm jest rasy meklemburskiej i ma 14 lat. Co ciekawe, jak na 14-latka jest zdrowy i świetny ruchowo :) Technicznie bardzo dobry w skoku. Wszędzie go pełno… Zdecydowanie nie wygląda na tyle lat ile ma. Powiedziałabym bardziej że jest młodym koniem. Bardzo lubi wszystko bacznie obserwować. Matka natura dała mu ogromne oczy, które widzą sześć razy tyle co ja podczas jazdy. ( i nie tylko ;)

Aktualnie jesteśmy z Kemm’em w dalszej fazie zapoznawczej. Więź z koniem potrafi się zacieśniać latami… Postęp jaki ja zauważyłam między nami to to że toleruje dotyk we wszystkich miejscach, (i tutaj mam namyśli np. potylicę i uszy) nie cofa się gdy wchodzę do boksu, a nawet czasami cicho rży jak wchodzę do stajni i wymówię jego imię :) Nie boi się różnych miejsc, które wcześniej były problematyczne. Po prostu mi zaufał. Mam nadzieję, że z czasem będzie ufał coraz bardziej i bardziej. Jedyne czego może z czasem nie znieść to mojego wiecznego głaskania i przytulania… :)

Wracając na chwilę do tej potylicy, która pewnie Was ciekawi. Kemm był dosyć nie ufny, a w zasadzie dalej jest – do osób z zewnątrz których nie zna. Przez pierwsze dni cięzko mi było dotknąć go w miejscu potylicy i uszu. To może być spowodowane wieloma rzeczami, ale tak naprawdę podejrzewam że po prostu mi nie ufał na tyle. Minęło trochę czasu i nie mam już żadnego problemu z obcięciem mu grzywy za uszami, gdzie trzy tygodnie temu było to niemożliwe. Przyjemnie jest widzieć jak koń przestaje się czegoś bać, albo stresować gdy tylko poczuje że jesteś blisko lub gdy poczuje twój dotyk. Jak się czegoś boi to wystarczy moja ręka na jego szyi żeby było co najmniej lepiej jak nie w ogóle bez żadnego dotychczasowego problemu. I Teraz pojawiają się myśli – „To 14 – letni koń, więc co jest nie tak?”. Odpowiedź brzmi, że wszystko jest w absolutnym porządku. Koń jak każde zwierze potrzebuje czasu żeby zaufać człowiekowi. A ja będę robić wszystko żeby Kemm czuł się w pobliżu mnie bezpiecznie.  Takie zaufanie pomoże wiele osiągnąć z czasem na parkurze jak i w codziennym obejściu.

Co z Balansem? Kolejna ważna rzecz. Otóż Balu ma się dobrze i nie wyjechał z Lipowskiej stajni ;) Dzierżawi go teraz Pani i trzyma u nas w stajni. Kemm stoi w boksie dosłownie obok Balansa. Z tego co mi też wiadomo to będę mogła wsiadać czasami na Balansa jak nikt nie będzie miał jak ;) Dla mnie to bardzo dobra wiadomość, że koń dla mnie tak ważny nie wyjechał ze stajni.

____________________

Wraz z moją nową pociechą zaczęliśmy już trenować z trenerem na trzeci dzień od przyjazdu konia. Jeszcze się docieraliśmy na płasko i na wszelkiego rodzaju drążkach i kawaletkach. We wtorek mamy następny trening. Możliwe, że zaczniemy się pomału odbijać.

Nienawidzę tego okresu, w którym każdy się pcha na halę bo jest zimno. W naszym przypadku jak koni pensjonatowych w stajni jest cała masa – to jest naprawdę problem. Szczególnie jak zjedzie się pięć osób które tego dnia postanowiły lonżować konia. U nas na hali regulamin mów że może być lonżowany jeden, góra dwa konie. A pierwszeństwo zawsze ma rekreacja. +Dla mnie fatalną sprawą jest też to gdy na hali w jednym momencie jeździ osiem osób i lonża, a ja zaczynam trening skokowy do którego dochodzą przeszkody. Uwielbiam takie zimowe dni… Świetny trening na trudne zakręty o 90 stopni i zatrzymania z galopu do stój bo ktoś Ci zajechał drogę na przeszkodę :)

Ostatnio zniknął mój instagram blogowy. Chciałam troszkę odświeżyć wszystko i zacząć od nowa. Możliwe, że powstanie znowu ale to tak naprawdę zależy tylko od Was ;)

__________

Jak narazie trenujemy wytrwale żeby się mocniej w siebie wgryźć. Ale nie wykluczone że jak się pojawią jeszcze jakieś halówki to się pojawimy. To się jeszcze okaże. Mi się nie śpieszy. Nie chcę się pchać z nim za przeproszeniem na pałę na parkur. Chcę go lepiej poznać i móc później przewidzieć jego ruchy, skoki i zachowanie na parkurze.

Znając życie będę zaczynać parkury od tych mniejszych rzeczy żeby się właśnie z tym zapoznać. Troszkę śmiesznie pokazywać takiego konia który skakał 145 na małych parkurach ;p Ale no cóż, muszę i chcę się w niego porządnie wjeździć.

Tak samo jesteśmy w trakcie kompletownia całego sprzętu. Na początku tygodnia przyjedzie rymarz żeby dopasować siodło dla Kemma. Ale nie wykluczone że znajdę w miedzy czasie coś innego i równie ciekawego. +Jutro nareszcie przyjdą dla konia moje długo wyczekiwane, porządne ochraniacze.

Będę starać się systematycznie pisać i opowiadać Wam o wszystkim ;) Jak nie tu to na pewno codziennie na instagramie :))

_____________

Najgorszy październik – 22.10, ku pamięci najwspanialszej babci (*)

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Bujna jesień

Mogę uznać, że sezon otwarty u nas w stajni się zakończył. Oficjalne zakończenie mamy 24 października, które będziemy świętować Hubertusem. Natomiast z tego co mi wiadomo, nie będzie w tym roku lisa skakanego co u nas było tradycją. Dlaczego to w sumie nie jestem w stanie odpowiedzieć :p Za to doszedł lis goniony którego szmat czasu u nas nie było i tradycyjnie lis szukany. Mam nadzieje ze obronię Hubertusowy „tytuł” króla lisa szukanego A jak nie to Balu z chęcią się z lisem gonionym pościga Uwielbiam Arkadiowe imprezy. Dużo fajnej zabawy

Teraz może troszkę o tym co pewnie Was bardziej ciekawi. Czyli o krotkiej znajomości z siwą kobyłką.

Klacz Przyjechała do mnie w pewnien czwartek na próbę kilkudniową w Arkadii. Spisywała się super, skakała i ruszała się bardzo przyzwoicie. A przedewszyskim miała cudowny charakter i była niesamowicie jezdna. Nigdy jeszcze nie miałam takiej sytuacji że w cztery dni tak pokochałam konia. Szła wszędzie gdzie ja szłam, była odważna stojąc za mną i podążała w każde, nawet strasznie dla niej miejsce. Na treningach kon cudowny… Szybka i zwinna w parkurze – kon do wygrywania. Nigdy w zyciu nie siedziałam na tak wygodnym koniu. Nigdy. Koń na którego wsiadasz i jedziesz bo robi wszystko o co go prosisz. W galopie na niej się dosłownie płynęło. Jazda to była przyjemność.

Za duzo tego doznalam na niej na raz. Potem się o tym przekonałam. W momencie, w ktorym zbadaliśmy klacz weterynarz skończył Całe badania. Była zdrowa z wyjątkiem przedniej prawej nogi. Ma w niej uszczerbek kostny. Cos co dobrze znamy bo Balans posiada takowe w tylnych stawach skokowych.

Zatem pojawiły się trzy opcje.

1. Zaproponowac właścicielowi aby zoperował konia a my potem gdy bedzie zdrowy go kupimy.

2. Kupic konia i wyleczyć samemu Pod warunkiem ze wlasciciel spadnie z ceny konia. Co zdecydowanie odradzał nam trener i weterynarz. Ponieważ gdy zalozmy bierzemy konia na zabieg i kon nie wybudza się z narkozy – mamy w plecy konia i potencjne pieniądze na innego konia.

3. Nie robimy nic i szukamy innego konia.

Tato było gotowy podjąć się dwoch pierwszych opcji ze wzgledu na mnie i na to jakim siwa jest wspaniałym koniem. Chcieliśmy przedewszyskim uratować jej nogę. Klacz na dopiero 8 lat. Ma całe życie przed sobą, a myślenie o tym ze ktos moze kazać jej skakać dalej ze świadomością o uszczerbku doprowadza mnie do szalu bo kon cierpi i takie postępowanie moze spowodować ze upadnie na parkurze i bedzie do końca życia chodzić po łąkach bo do niczego sie juz nie nada.

Wlasciciel Jednak zdecydował się nie schodzić z ceny, nie operować konia i sprzedac go komuś komu nie bedą przeszkadzać uszczerbki.

Oczywsicie istniala jeszcze opcja zeby kupic konia od właściciela za normalna jego cenę i wyleczyć. To rodzice rowniez rozważali, ale to jest podwpojone ryzyko. Ze stracę konia i pieniądze.

Dla mnie utrata możliwości jazdy na tej klaczy była nie ukrywam wielką rozpaczą. Nie chciałam zeby klacz wyjeżdżała, ale wyjechała. To niby tylko cztery dni… Miała przyjechać na próbę, a skończyło sie na tym ze muszę pozwolić jej odejść bez zrobienia czegokolwiek. Ta bezczynność wyprowadza mnie z rownowagi po dziś dzień. Mam nadzieję ze trafi na właściciela ktory wyleczy jej nogę.

Nie pozostało nam nic tylko szukać dalej. Kiedys, pare miesięcy temat znalazłam na ogłoszeniach konia ktorego kojarzyłam z parkurów, kadry i wielu innych miejsc. Koń od zawsze mi się podobał natomiast był to koń ba wysokie parkury i myslac o tym ile moze kosztować przeszywał mnie dreszcz.

Jak się okazało, moj trener pare dni temu postanowił zrobić mi mała niespodziankę (nie wiem Czy świadomie ) i przywiózł tego właśnie konia do naszej stajni na próbę dla mnie Byłam mile zaskoczona ponieważ jest to nie lada kon z marzeń. Skacze konkursy 145, ma świetna technikę skoku i dobrze się rusza. A poza tym jest urodziwy dla mnie bynajmniej

wsiadlam na konia, wsiadł tez trener. Kon nam pasuje pod każdym względem. Trener stwierdził ze to kon na lata. Profesor ktory poprowadzi mnie do N klasy w skokach jak nie wyżej. Ma ogromne możliwości. Świetny nauczyciel, ktory pomoze wspiąć się do góry.

Oczywiście konia badamy. Badamy go w środę lub wtorek. Niestety dopiero przyszły ponieważ weterynarze nie maja wcześniej czasu. Trzeba czekać… I trzymać mocno kciuki. Podchodzę do tego juz zupełnie inaczej. Bardziej zdroworozsądkowo. Ale mimo to liczę na to że to będzie ostatni koń którego badamy.

_________________

Miałam Wam opowiedzieć jeszcze jedną rzecz

Od pierwszej połowy listopada ma u nas zamieszkać pewnien domownik  Otóż jest nim kociak rasy Maine Coon Mały chłopczyk którego zarezerwowaliśmy wstępnie w hodowli kotów. Możliwe ze w tym tygodniu lub następnym pojedziemy go zobaczyc przed kupnem ☺️ Czekam zatem juz na dwa zwierzaki i doczekać się nie mogę

 

Opublikowano Rutynowo | 1 komentarz

W stajni nie ma miejsca na nudę!

Bardzo wiele ostatnio się dzieje. szkoła, dom i konie. Tak ostatnio funkcjonuję ;) Pewnie większość z Was dobrze zna ten tryb życia.

Co tydzień w weekendy są zawody w skokach, na które pojawiam się cały czas nie zależnie od tego czy mam konia czy nie i czy startuję czy nie… Oglądanie koni i rozmawianie z ludźmi, którzy dzielą ze mną swoją pasję odkąd pamiętam sprawiało mi przyjemność. Poza tym, jestem wiernym luzakiem (a przynajmniej się staram) :) Dużo się ostatnio działo u nas w Lipie na hipodromie. Cały czas w ruchu… Taka praca jest naprawdę wykańczająca. Z ciekawości sprawdziłam po zawodach na zegarku – ile przeszłam kilometrów w ciagu dnia po parkurze pieszo. Licznik pokazał 25,450 km ;) Troszkę się zatem tupta na zawodach gdy ma się dużo roboty. + Bez stałego ekwipunku typu gorąca herbata i kanapki w plecaku się zdecydowanie nie obejdzie :)

Dzisiaj zakończył się pierwszy dzień zmagań jeździeckich w Machnicach. Dziewczyny z klubu dały z siebie max możliwości. Niestety tylko dwie z „naszych” brały udział w mistrzostwach ponieważ tylko one się łapały w kategorie wiekowe. Mimo to, świetnie wszystkim poszło i jestem dumna z babek i ich koni :) Machnice to bardzo urokliwe miejsce – trzeba to przyznać. Ne narzekam na miejsce s którym osadzony został ośrodek i cała impreza skokowa. Organizacja… Też stara się być taka jak należy ;) Ale to temat na dłuższą metę.

Zmieniając temat – w ostatnią środę pojechaliśmy w ponad godzinną trasę wraz z trenerem i rodzicami na jazdy próbne do czterech koni. W pierwszym miejscu zostały nam pokazane dwie kobyłki i walach. Oczywiście, tradycyjnie najpierw sprawdziliśmy konie w ręku w biegu na prostej linii po twardym. Potem na lonży i jeszcze pod tamtejszym jeźdźcem, podemną i na końcu pod trenerem. Wszystko w granicach rozsądku oczywiście, aby nie przemęczyć zwierząt ;)

jedną kobylkę odrzuciliśmy od razu z trenerem nawet jej nie sprawdzając ponieważ powiedziano nam ze klacz jest młoda i nieobyta z parkurami. A to mija się z taszymi kryteriami. Bowiem jak już pisałam we wcześniejszych postach – szukamy konia ktory skacze conajmniej 110, 120 cm. No więc tej pani dziękujemy :)

Zobaczyliśmy kobylkę jeszcze inną w ruchu i pod siodłem i bez. Poskakaliśmy, pogadaliśmy i dokładnie tak samo było z wałachem. Na tych koniach jeździło mi się naprawdę bardzo dobrze. Trener jednak podsumował, że walach może mieć coś z kręgosłupem ze względów ktore zaobserwował u konia. Koń ślicznie malowany, ale no cóż – „nigdy nie kupujemy konia oczami” ;) Kobylka lepsza, lepiej się rusza, skacze i jest przedewszystkim przyjemniejsza. Szybka, zwinna i skrętna. Stosunkowo młoda, ale nie za młoda. Jak to trener ujął – jeszcze ją podciągniemy w górę. Później pojechaliśmy w inne miejsce do wałacha. Jeździło mi się również bardzo dobrze. Natomiast ten koń też odpadł ze względu na opoje, ktorych nie powinno być tak młodym wieku u konia skokowego.

Zostaliśmy zatem przy siwej klaczy. (Zdjęcia – instagram) W środę przyjedzie do nas do stajni aby ją dalej sprawdzić i na miejscu zbadać. Jak wszystko pójdzie dobrze to zostanie z nami :) Proszę Was o mocne kciuki żeby wszystko się udało :))))

Do następnego ;)

Opublikowano Rutynowo | 1 komentarz

Przepis na: zdrowie swoje i konia ♥

Zdecydowanie za długo do Was nie zaglądałam. Czas to zmienić :)

U mnie po staremu. Rudy siedzi gdzie siedział czyli u mnie, konia szukamy dalej. Do tego tylko doszła nieszczęsna szkoła, zapalenie gardła i zmienna pogoda. Siedzę w domu i choruję. Przez cały miniony weekend pracowałam na naszym Lipowskim hipodromie ze względu na zawody skokowe. Było raz ciepło, raz nie… Raz wiało, raz nie. I takim o to trafem leżę teraz w łóżku i mam mnóstwo zajęć takich jak… Leżenie :)

A wracając do tej pogody, która tak często płata nam we wrześniu figle – czas napisać coś o  tym jak radzę sobie z taką pogodą zarówno w stajni jak i w domu.

Koń podobnie jak człowiek, nie lekko znosi gwałtowne zmiany atmosferyczne. Na pewno spotkaliście się z tego typu przypadkiem gdy jednego dnia jest przeciętna pogoda i Wasz koń chodzi dokładnie tak jakbyście chcieli, a na drugi dzień doskwiera ogromny upał – Wasz koń automatycznie zamienia się w mułka, który chodzi jakby jeździło na nim przed Wami stado dzieci z rekreacji :) Wszystko zależy od tego jak koń przechodzi takie zmiany klimatu, ale również od Was. Bowiem każdy ma swój lepszy i gorszy dzień, również koń.

Jak zabezpieczyć swojego konia przed nadchodzącymi chłodami?

„Witaminy, pasza i suplementy” Przede wszystkim gdy zaczyna robić się zimno, nasz koń traci potrzebne mu w takim czasie witaminy i minerały odpowiadające za podbudowę organizmu i jego odporność. Warto zatem uzupełniać końskie suplementy w okresie jesienno-zimowym. Balans zawsze ma w boksie zapewnioną przeze mnie lizawkę, która zawsze uzupełnia u niego minerały. (To podejrzewam, że większość z Waszych koni posiada) Więc jeżeli posiadacie lizawki w boksach – jest to już krok dalej :) Bardzo wiele osób na zimę wzbogaca koński jadłospis o paszę. Ja osobiście kiedyś podawałam Rudemu paszę, natomiast przez to że posiadała ona tzw „wysłodki buraczane”, Balansik zaczął diametralnie przybierać na wadze ;) No i właśnie, waga to sprawa również ważna. Nie martwcie się gdy Wasze konie w okresie zimowym przybiorą na wadze. To zupełnie normalne. Koński organizm gromadzi tkankę tłuszczową, która ma na celu chronić zwierzę przed  chłodami. Nie zmienia to faktu, że zimą koń potrzebuje tyle samo ruchu co zawsze, a nawet więcej! Jeśli chodzi o mój koński jadłospis na chłody – wszystko będę wrzucać niebawem w kategorię „Koński jadłospis ♥”. 

„Sierść, golenie i derki”Wraz z zimą nadciąga do stajni również nadmierny wzrost końskiej sierści :) Jest dosłownie wszędzie. Na szczotkach, na nas, na wszystkim co dotykaliśmy. Konie zmieniają sierść na zimową co również chroni je przed chłodem. Rudy np. sierść zimą ma praktycznie taką samą jak wiosną czy latem. Dlatego muszę go dokładnie ogrzewać derkami które na niego nakładam. Przez to że ma krótki włos zimą, nie muszę go golić w żaden sposób. Nie mniej jednak, wiele osób decyduje się na golenie koni ze względu na czynną aktywność sportową koni. Nasz pupil poci się podczas wysiłku i nadmierna ilość sierści, gromadzi pot na grzbiecie konia, a co za tym idzie? Spocony koń i chłód? Szybkie i ciężkie do wyleczenia choróbsko. Jak już się zdecydujemy na ogolenie konia musimy pamiętać, że nie ma on sierści w danych miejscach. Jest mu zatem bardzo zimno w chłodne dni. Musimy okrywać go derkami. Na trening derkami „polarowymi czy też treningowymi (jak kto woli), a w stajni derkami stajennymi. Derki stajenne często mają do wyboru ilość wypełnienia w środku derki. (Waga często jest podawana w gramach) Palet kolorystycznych oraz wytycznych dotyczących wypełnienia jest naprawdę ogrom na rynku. Pamiętajcie! Na pierwszym miejscu stawiamy na wygodę i praktyczność derki. Dopiero potem względy estetyczne i nasze upodobania.

„Kopyta, błoto i gnijące strzałki” Niestety, wraz z chłodami pojawiają się często deszcze, a razem z nim błoto na padokach. Rzadko kiedy decydujemy się żeby nasz koń stał w boksie tylko ze względu na to że jest zimno. Wypuszczamy go zatem na padoki pomimo licznego błota, które na nich występuje. Oprócz derki padokowej, powinniśmy również zabezpieczyć końskie kopyta przed bakteriami występującymi w ziemii. Przez nie właśnie biorą się takie paskudztwa jak gnijące strzałki czy gruda. Najlepszą konserwacją kopyt jest dokładne czyszczenie ich po zejściu z padoku oraz opłukiwanie  błota i piasku. Po dokładnym zmyciu błota z kopyt oraz ich wnętrza, najlepiej je dokładnie wytrzeć ścierką tak aby były suche. Następnie nasmarować od środka smarem na gnijące strzałki bądź po prostu dziegciem. Ja osobiście zawsze smaruję strzałki dziegciem. Jeszcze nie spotkałam się z lepszym lekarstwem na tego typu problem. Oprócz wnętrza rogu kopytowego, warto również posmarować jego warstwę zewnętrzną – czyli róg. Ja używam smaru na suche i łamiące się kopyta. Nawet jeśli takie nie są, preparat bardzo dobrze nawilża róg co zapobiega łamaniu i wysuszaniu się kopyt. Szczególnie polecam produkty marki „Hippika” :) Co do środków dezynfekujących nogi konia przy np. grudzie, polecam płyn „Manusan”. Świetnie odkaża i zabija bakterie. Rudy nie miał nigdy u mnie grudy, nie doprowadziłam do tego. Ale taki środek sprawdzało wiele moich znajomych tak więc śmiało mogę polecić. Nogi konia również są bardzo ważne. Jeśli chodzi on w sporcie oraz cały czas pracuje i się rusza, musimy pamiętać o odpowiednim krążeniu nóg konia. Na poprawę krążenia polecam wcierki rozgrzewające. Takie bowiem wcieramy w ścięgna oraz inne partie grzbietu. Ja wcierałam Balansa również na szyji, kręgosłupie i lędźwiach oraz łopatkach. Nie zawsze jest to konieczne. (Balans jest starszy i potrzebuje większej uwagi pielęgnacyjnej i kuracyjnej) Do wcierek zawsze dokładam na noc ochraniacze stajenne. Ja posiadam zwykłe najzwyklejsze z Amigo, które zdecydowanie pełnią swoją funkcję ogrzewającą, ale można również stosować podkładki pod owijki i owijki. *Świetnym środkiem na gnijące strzałki jest sreberko. Takie możemy nabyć we wszelkiego rodzaju sklepach jeździeckich czy też gospodarczo-rolnych. Może być to sreberko pod hasłem „dla bydła i zwierząt gospodarczych”. Nie zmienia to zastosowania, a leczy bardzo szybko! 

Warto wiedzieć!

1. Zimą metalowe wędzidła bardzo szybko łapią chłód. Przed wsadzeniem go do końskiego pyska, zanurz wcześniej wędzidło w ciepłej wodzie tak aby zrobiło się co najmniej pokojowej temperatury.

2. Konserwuj i zabezpieczaj rząd jeździecki. Sprzęt bardzo szybko twardnieje, zamarza czy nawet pleśnieje zimą. Warto dokładnie czyścić i regularnie smarować siodło, ogłowie i resztę sprzętu.

3. Nie pożyczaj szczotek, derek, pędzelków do kopyt i innych rzeczy dla konia. Zarówno twój koń jak i kogoś innego może posiadać bakterie na grzbiecie czy w kopytach które w bardzo łatwy sposób przedostają się z jednego miejsca na drugie. Unikniesz choroby swojego konia lub oszczędzisz kolegom.

4. Unikaj przeciągów i otwartych, wietrznych przestrzeni. Czasami warto wyczyścić konia w boksie i uniknąć końskiego kaszlu, niż zupełnie na odwrót.

5. Nie podawaj koniowi zimnych rzeczy do jedzenia. Bo kto by chciał pić lodowatą wodę (z wiaderka :) w zimowy wieczór po treningu i rozgrzanym ciele? Po takich wariacjach chorobę mamy jak w banku ;)

6. Nie myj konia zimą! Czasami warto wydać więcej na suchy szampon, niż ryzykować zdrowię własnego pupila.

7. Dbaj o inne zwierzęta :) W stajni często jest masa kotów, a czasami nawet piesków. Często mamy w domu nie potrzebne koce lub kołdry. To wszystko przyjmą z chęcią stajenni domownicy. U nas w stajni zawsze są wielkie worki z karmą dla kotów i psów.

8. Czapka, szalik, rękawiczki! Zadbaj o siebie. Ty jesteś najważniejszy. To ty będziesz dbał o konia i o wszystko inne. Jednak jak to zrobisz gdy będziesz siąpić nosem i ledwo mówić? :)

 

To wszystko na dzisiaj :) Mam nadzieję, że co najmniej część z tych rzeczy przyda Wam się w chłodne dni. Trzymajcie się ciepło! :)

 

 

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Morze, Mazury, konie i wiele więcej

Witajcie Kochani!

Dawno mnie nie było ze względu na to, że wyjechałam na dwutygodniowe wakacje. (Teraz dostałam do łapki internet do kompa więc mogę co nieco wrzucić :)

W pierwszej kolejności pojechaliśmy ze znajomymi nad morze, a mianowicie do Jastrzębiej Góry. Pogoda dopisywała, Bałtyk nie był tak bardzo lodowaty jak zawsze, a morska ryba smakowała najlepiej jak na morską rybę przystało :) Nad morzem spędziliśmy równy tydzień. Uważam to za bardzo dobry pobyt. Dla mnie najlepszą formą wypoczynku, pracy czy czegokolwiek są konie, ale już w to nie wnikam :) No a koni nad morzem nie miałam. Głównym zajęciem podczas tego pobytu było smażenie się na plaży. Tydzień zdecydowanie mi wystarczy. Po wyjeździe znad morza, po 4 godzinach drogi dotarliśmy na Mazury :) Piękne miejsce, hotel, jeziora, a przede wszystkim KONIE :) Ośrodek ma swoją stajnię wraz z podopiecznymi. Dla mnie raj <3 Konie mają potężne, piękne pastwiska z zejściem do ogromnego jeziora w którym się codziennie pluskają. Do tego stajnia jest wyposażona w plac do jazdy, karuzelę  i bardzo ładne boksy. Naprawdę urzekająca stajnia :) Konie cudowne… Stajnia w sumie typowo sportowo rekreacyjna. Posiadają tam koniki zarówno sportowe, jaki i rekreacyjne i hodowlane. Miałam okazję jeździć na paru. W tym największą atrakcją jest pławienie koni :D Szczególnie na konikach zimnokrwistych, które uwielbiają się taplać w wodzie.

Towarzystwo które poznałam na Mazurach – wspaniałe :) Dziewczyny przemiłe, tutejsza instruktorka – Best ;) Naprawdę będę bardzo miło wspominać pobyt tutaj.

Na początku tygodnia, ze względu na nieobecność właścicielki kucyka (o wiernym imieniu Dakar:) zostałam poproszona o opiekę nad nim. Dzięki temu kucykowi i decyzji którą podjęła właścicielka (raz jeszcze dziękując Agacie :) miałam możliwość popracowania z kucykiem. Siwulek o bardzo ciekawym charakterze ;) Dawno nie spotkałam konika, który jest tak odporny na każdą myśl w głowie jeźdźca. Myślę, że każdy z Was zna typ konika który kombinuje i jest dominujący na swój sposób.  Otóż kucyk lubi pokazać, że to on tutaj rządzi ;) Lubi patrzeć się na coś natarczywie i uciekać jak od ognia od tamtego miejsca. Ale jak skutecznie pokazywałam mu podjeżdżając do tamtych miejsc, że nic strasznego go tam nie zje to nagle strach mijał. Wiele cierpliwości i poświęcania mu czasu sprawiło że kucyk się na mnie otworzył. Reagował na to o co go prosiłam, a na skokach wykonywał takie najazdy jakie chciałam. Po tygodniu załapał o co chodzi z zagalopowaniem ze stępa ;) Męczyłam męczyłam aż w końcu się udało ;) Fakt faktem na lewo lepiej mu szło, ale na prawo te niczego sobie. Z dnia na dzień z Dakarem udawało mi się nawiązać kontakt moim zdaniem naprawdę dobry. Żegnając się z nim zostałam nagrodzona podbiegnięciem do mnie z pastwiska z głośnym rżeniem w zestawie :) Bez podszczypywania mojej koszulki przecież też się nie obeszło. Pozazdrościć konika naprawdę :)

Z żalem serca będę się rozstawać z tym miejscem… No ale cóż, mam nadzieję że za rok przyjadę w to samo miejsce z własną pociechą, odwiedzę dziewczyny, Dakara i inne konie, a może i nawet uda nam się pojechać na jakieś wspólne zawody ;) Wszystko przede mną.

_______________________________

Jeszcze tylko troszkę co do wcześniejszego wpisu sprzed mojego wyjazdu.

Otóż jak udaliśmy się w trasę aby obejrzeć konia, moim oczom ukazał się potężny wałach. Wsiadłam, pojeździłam, poskakałam, zsiadłam. Powiem tylko, że po pierwszych próbach wykonania czegokolwiek na tym koniu odechciewało mi się na nim w ogóle jeździć ;p Koń wielki, troszkę minęło zanim poczuł moją łydkę. Za to ogromnie mnie chwycił za sercę swoją szczerością do skoków. Na razie nic więcej nie zdradzę :) Nie chcę zapeszać bo mam nadzieję że coś z tego będzie. + Trener podczas mojej nieobecności miał rozejrzeć się za innymi końmi. A jakby niczego nie znalazł jeszcze lepszego, wrócilibyśmy się do tego ;)

To tyle :) Ja się na dzisiaj z wami już żegnam :)

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Ponad 600 km – czyli kolejna próba konia

Niestety, konie które testowałam okazały się nie takie jak powinny. Jeden z nich był chory, a pozostałe dwa odradził mi trener po fachowym obejrzeniu koni. Szkoda, nie ukrywam że konie były świetne. No ale cóż, nie nastawiałam się na to że znajdę pierwszego lepszego i się uda od razu. Konia można szukać miesiącami.

No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jutro (środa) jedziemy w drogę ponad 3o0 kilometrową. A wszystko to tylko (albo aż…) po to aby obejrzeć konia :) Jestem ciekawa czy na miejscu znowu będę wsiadać na parę koni, czy tylko na jednego – tego docelowego. W każdym bądź razie, konik wydaje się być bardzo interesujący. Ładnie się rusza i na pierwszy rzut oka spełnia nasze oczekiwania. No ale wszystko się okaże jutro :) Czeka nas naprawdę długa droga, zarówno do celu jak i droga powrotna. Ponad 600 km ;)

 

Trzymajcie kciuki!!! :)

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Przepis na: ŚRODEK NA OWADY!

Moi Drodzy,

Obiecałam Wam wpis opisujący – jak zrobić środek na owady domowym sposobem :) Zatem zabierzmy się do roboty. Środek jest absolutnie nieszkodliwy zarówno dla nas jaki i naszego konia. Jest skuteczny, a w dodatku naprawdę ładnie pachnie :)

BĘDZIEMY POTRZEBOWAĆ:

* plastikowy pojemnik na płyn (tradycyjny spryskiwacz),

* ocet jabłkowy,

* olejki waniliowe lub w ostateczności lawendowe(10, 15 szt.)

* woda

________________

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

1. Na początku, dokładnie umyjcie pojemnik w którym będziemy trzymać roztwór. Upewnijcie się że w środku nie zostało ani odrobiny żadnej chemii lub innych szkodliwych substancji.

2. Następnie do środka pojemnika, wlejcie wszystkie olejki waniliowe.

3. Po wlaniu buteleczki z olejkiem, nalej do niej troszkę wody i wlej jeszcze raz do spryskiwacza. W ten sposób będziesz mieć pewność że cały olejek został wlany.

4. Po wlaniu olejków, dolewamy ocet jabłkowy. Jednak w taki sposób aby zostało nam troszkę miejsca w spryskiwaczu.

5. Pozostałą część spryskiwacza uzupełniamy wodą.

6. Dokładnie mieszamy powstała miksturę.

I gotowe! 

ZASTOSOWANIE:

Teraz gdy chcemy wyjechać konno w teren lub na trening w upalny dzień, nie będziemy się martwić o nadmiar much! Wystarczy spryskać konia  w najbardziej dostępne dla gzów miejsca. Przetestowałam środek gdy jechałam w teren. Gzów mieliśmy obok siebie chyba z 200, ale żaden nie chciał gryźć Balansa ;) Oczywiście, nie na każdego gza środek działa. Żadko kiedy zdarza się, że nie usiądzie na konia żadna mucha. Pamiętaj, preparat utrzymuje się na koniu bardzo długo! Substancje w nim zawarte, wchłaniają się w skórę konia. Koń wydala substancję wraz z potem nawet do 3 dni! Nawet jeśli umyjesz konia po spryskaniu, bardzo możliwe że i tak będzie pachniał wanilią po treningu :) Zatem nie stosuj preparatu w nadmiernych ilościach bo koń będzie go wydalał z potem przez parę dni. Preparat możemy śmiało pryskać również na własną skórę oraz innych zwierząt np. krów czy też swojego psa :)

Ostrzeżenie! Podczas pryskania konia uważaj aby preparat nie dostał się do oczu. Ocet może bardzo podrażnić śluzówkę oka.

ŻYCZĘ UDANYCH, LETNICH TRENINGÓW I WYPADÓW W TEREN!

mikstura wykonana recepturą Dominiki G.

 

 

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Dużo wszystkiego…

Ostatnio dość dużo robię, a wiąże się z tym brak czasu na siedzenie przed komputerem. Postaram się nadrobić miniony tydzień. Na pewno mam zaległy trening „niedzielny”, który oczywiście pojawi się w niedzielę. Dodam coś do tego treningu za to że musieliście poczekać. ☻

U Balansa wszystko w porządku. Przyjeżdżam do niego codziennie, albo rano albo późnym wieczorem ze względu na gzy. Nienawidzę tych much, jak dla mnie mogłyby wszystkie wyginąć ;) Osobiście niedawno przetestowałam domowy środek na odstraszanie much. O tym wpisie też wspomniałam i  na pewno niebawem się on pojawi.

No więc koń ostatnio miał bardzo dużo pracy ujeżdżeniowej. Dodania, skrócenia, kontr galopy, ustawienia oraz ciągi i ustępowania. Rudy jak chce to potrafi ;) A przede wszystkim ma bardzo poukładane w głowie. Wiele bym dała żeby tak samo spokojny był mój przyszły koń. No, ale cóż :) Balans jest koniem „do rany przyłóż”, a my szukamy konia „z charakterem” – jak to trener stwierdził. Aktualnie czekam na dzisiejszy telefon taty do trenera w sprawie koni. Jeden z nich jest chory i niestety się z nim nie uda, ale pozostałe dwa jeszcze nie wiem. Dzisiaj ma się wszystko potwierdzić co do pozostałej dwójki. Jak się z nimi nie uda to szukamy dalej. Już się nie mogę doczekać kiedy będzie wszystko jasne, kiedy już będzie pewne że któryś należy do nas. Nie pozostaje nic jak tylko czekać…

Ostatnio na Balansie wybrałam się nad wodę. Pierwszy raz pływałam na końskim grzbiecie :) Cudowne uczucie, polecam – jak ktoś jeszcze nie doświadczył.

No więc, trzymajcie kciuki za dzisiejszy telefon :) Reszta obiecanych wpisów niebawem ;)

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

TRENING na jutro

Moi Drodzy,

Z powodu że źle się dzisiaj czuję, nie będę dodawać treningu jak co niedzielę. Przekładam wpis na jutro. Bardzo Was przepraszam i do zobaczenia jutro!

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj

Decydujący dzień :)

Moi drodzy,
Dzisiaj jest dzień w ktorym się dowiemy co dalej z jednym z testowanych przezemnie koni. Nie ukrywam zależy mi na nim, jednak jeżeli okaże się ze kon jest chory to nic z tego. Nawet jesli dałby radę skakać, ale musiałby dostawać zastrzyki – na to rownież się nie zgodzę. Nie będę użytkować konia na sterydach. Zarówno mogłabym wykonać serię zastrzyków Balansowi ktore uzupelniłyby płyn w stawach i koń by mogl skakać, ale czy o to chodzi? Konia boli, a ja nie chcę jeździć tylko dla startów.
No więc dzisiaj tato bedzie rozmawiał z trenerem. Rownież będą rozmawiać o pozostałych dwóch koniach. Nawet jeśli z tymi się nie uda, jest jeszcze cały świat innych koni skaczących tak samo albo i lepiej Już się nie mogę doczekać co dalej…
Wiadomo że najpierw koń, a potem sprzęt, ale co do siodła trzeba się zastanawiać juz jak decyzja zostanie podjęta nad kupnem konia. Jak zapewne wiecie, takie siodła jak Prestige czy Equipe gdy juz zostaną zamówione, trzeba na nie troszkę poczekać. Ja osobiście właśnie zastanawiałabym się pomiędzy Prestige, Equipe a Daw-Mag’iem. No ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
Rodzice to mnie zaskakują z dnia na dzień. Wczoraj powiedzieli że z czasem trzeba będzie kupić przyczepę i coś co ją pociągnie np. Busa no śmiesznie śmiesznie.
Dobra ja uciekam, do potem :-)

Opublikowano Rutynowo | Skomentuj